poniedziałek, 12 października 2015

Rozdział 1 część II

Rozdział dedykuje mojej upierdliwej siostrze, która podglądała podczas pisania i która zabroniła mi zabijać kogokolwiek, ale kim że ja bym była gdybym się jej posłuchała? 
----------------------------------------------------------------------------
***Zayn***

Każdy mój dzień wyglądał tak samo. Wstawałem, udawałem zainteresowanie podczas śniadania z moją rodziną, a potem wychodziłem prosto do niej. Potrafiłem spędzić kilkanaście godzin nie ruszając się z miejsca i patrząc się tylko w jeden punkt. Czasami coś jej czytałem albo opowiadałem, ale czasami po prostu siedziałem tam i płakałem.
Nikt wtedy nie odważył się wejść do środka bo wszyscy wiedzieli, że to się źle skończy. Potrzebowałem chwili dla siebie i zdecydowanie nie miałem ochoty przebywać z żadnym człowiekiem oprócz niej.
Moja kara zakończyła się cztery miesiące temu, a jednak nadal czuję się jakbym był karany jednym z najokrutniejszych sposobów na świecie. Wszystko było dla mnie obojętne, nie interesowało mnie to, że moja matka toczyła walkę z ojcem, nie obchodziło mnie to, że Rose była w ciąży i miałem mieć jeszcze jedną młodszą siostrę, miałem gdzieś co działo się z moją siostrą, która znikała na całe noce i wracała dopiero popołudniami w kiepskim stanie. Oni wszyscy dla mnie nie istnieli, zresztą ja sam dla siebie nie istniałem. Czułem jakbym umarł wiele miesięcy temu i tylko jedna osoba na tym całym pieprzniętym świecie mogła mnie uratować.
Każdej nocy śniłem o tym jak Ivy spada w dół schodów krzycząc moje imię z nadzieją, że jej pomogę, a ja tylko stałem tam jak skończony idiota i patrzyłem jak jej głowa uderza o każdy stopień, a potem jej ciało zatrzymuje się na podłodze i leży całkiem nieruchoma, a w okół jej głowy tworzy się czerwona plama. Potem nagle znajduje się w jej pustym pokoju leżąc na środku i rycząc jak baba, po chwili przybiega Harry, który stara się mnie uspokoić, ale sam również płacze.
Codziennie śnię wspomnieniami, które są dla mnie najgorsze.
- Już nie daje rady - wyszeptałem i ucałowałem jej bladą dłoń. Ivy schudła i to bardzo wiele przez co zrobiła się jeszcze drobniejsza niż była wcześniej. Wyglądała jakby miała się zgubić w tym wielkim łóżku wśród białej pościeli. - Proszę cię maleńka pomóż mi - w moich oczach znów pojawiły się łzy, które często ostatnio mi towarzyszyły. Nigdy w życiu nie pomyślałem, że jestem zdolny do płaczu. Nie ja wielki Zayn Malik skończony egoista bez uczuć, martwiący się tylko o to aby zaliczyć jakąś panienkę.
- Dzień dobry Zayn - odwróciłem się na krześle i ujrzałem lekarza, który zajmował się moją dziewczyną.
- Są jakieś zmiany? - codziennie zadawałem to samo pytanie z nadzieją, że właśnie w tym momencie usłyszę jakąś dobrą nowinę. Niestety zawsze słyszałem te same słowa, które wywoływały u mnie uczucie ogromnego żalu.
- Wciąż czekamy - odpowiedział i spojrzał na kartę przyczepioną do łóżka Ivy. - Zayn nie chcę być nieczuły, ale musisz zacząć rozważać moją propozycję.
- Nie będę niczego rozważał - odparłem gwałtownie i chwyciłem dłoń mojej księżniczki. Nie chciałem słuchać tego pojeba o tym co powinienem zrobić z racji tego, że Ivy wciąż się nie wybudziła. Nie będę podejmował takiej decyzji, to zbyt duża odpowiedzialność, a poza tym za bardzo ją kocham.
- Zayn ja wiem, że nie chcesz do siebie dopuścić takiej myśli, ale minęły już cztery miesiące. Mózg Ivy nie pracuje tak jak wcześniej - nie wiem dlaczego, ale miałem pierdolone wrażenie, że ten lekarz nie patrzy na nią jak na pacjentkę, którą powinien chcieć wyleczyć, ale za to patrzył na nią jak na zwierze, które było można uśpić gdy lekarzowi nie chciało się już o nie walczyć. Po moim trupie kutasie.
- Ona się obudzi, Ja to wiem - przestałem zwracać uwagę na mężczyznę stojącego z boku i skupiłem się tylko i wyłącznie na niej.    
Nie mogłem nawet dopuścić do siebie tej jebanej myśli, że mógłbym skazać moją ukochaną na śmierć. Przecież... Ona mnie ocaliła prawda? Nie musiała iść z Kevinem, mogła odejść sama i pozwolić aby ten psychol pokroił mnie nożem na kawałki i cieszył się przy tym jak dziecko gdy dostaje nowe zabawki na święta.
Mogła odejść i pogodzić się z moją śmiercią lub po prostu o mnie zapomnieć i żyć dalej, ale jednak tego nie zrobiła.

***Ivy***

Leżałam całkiem sztywno na łóżku nie mogąc znieść czyjegoś dotyku na mojej ręce. Nie wiedziałam kto i z jakiej okazji mnie dotyka, ale czułam się z tym cholernie źle. Nawet kilka razy starałam się strząsnąć czyjąś dłoń z mojej ręki, ale słyszałam wtedy tylko ciche westchnienia pełne żalu i tęsknoty. Kilka razy poczułam nawet jak coś mokrego spada na moją odsłoniętą rękę, a potem delikatne pocałunki, które kojarzyły mi się z... Właściwie nie wiem z czym. 
- Gdybym tylko wiedział jak mam ci pomóc to zrobiłbym to od razu - czyjś głos powodował u mnie narastający ból głowy mimo tego, że ta osoba mówiła strasznie cicho. - Jeśli musiałbym oddać za ciebie życie już dawno leżałbym pod ziemią, a ty byłabyś szczęśliwa - nie wiem dlaczego, ale moje serce dziwnie zakuło, a oczy zaczęły mnie piec mimo tego, że miałam je zamknięte. - Boże spraw żeby ona się już obudziła - głos był coraz cichszy, a ja znów odpływałam gdzieś daleko, gdzieś gdzie byłam całkiem sama i wszystko było takie samo, nic nie miało wyraźnego kształtu, a ja byłam tam całkiem obca i tak samo niewyraźna, ale tym razem było inaczej. Nie spadałam w dół tak jak kilka razy wcześniej tylko zostałam gdzieś gdzie wszystko czułam coraz wyraźniej, każdy głos był dla mnie czymś nowym i niesamowicie pociągającym. Chciałam słyszeć więcej, chciałam wreszcie widzieć.
Znów poruszyłam lewą ręką, a potem prawą. Wciągnęłam do płuc więcej powietrza niż wcześniej i poczułam jak serce przyspiesza swój rytm.
Potem poszło już łatwo. Po prostu podniosłam powieki, ale przez pierwszą chwilę nic nie widziałam oprócz jasnego czegoś co strasznie mnie raziło.
- Ivy? - odwróciłam głowę w bok i dojrzałam jakiegoś chłopaka, który patrzył na mnie szeroko otwartymi oczyma, w których gromadziły się łzy. Przeniosłam spojrzenie na swoją rękę i wtedy dostrzegłam, że to jego dotyk cały czas na sobie czułam. To on mnie całował, to on do mnie mówił. Tylko dlaczego?
- Dlaczego mnie dotykasz? - nie wiedziałam jak dokładnie brzmi mój głos, ale to co teraz wydostało się z mojego gardła nie brzmiało dobrze.
- Boże kochanie! Ty się obudziłaś - po policzkach chłopaka zaczęły spływać łzy, które były dla mnie całkiem niezrozumiane.
- Kim jesteś? Dlaczego mnie dotykasz? - wyszarpnęłam swoją dłoń z jego uścisku, a potem w czystej panice wyrwałam jakąś rurkę wystającą z mojej ręki. - Gdzie ja jestem? - zapytałam i usiadłam zdenerwowana. Przez moje ciało przeszedł dreszcz, a głowa zaczęła mi pulsować, ale mimo wszystko czułam, że muszę uciekać.
- Ivy, masz na imię Ivy - powiedział chłopak gdy odsunęłam w pośpiechu od siebie jego ręce.

***Zayn***

Patrzyłem w panice jak moja mała księżniczka wyrywa sobie z rąk wenflony, jak odpycha od siebie moje ręce. Obserwowałem jak mamrocze do siebie pod nosem i siada raptownie na łóżku blednąc na twarzy z chwili na chwilę. Chciałem ją złapać za ramiona, pocałować, powiedzieć jak bardzo ją kocham, ale byłem w wielkim szoku spowodowanym jej zachowaniem. Dlaczego ona mnie odpycha do kurwy jasnej? 
Nie zauważyłem momentu kiedy Ivy zrzuciła z siebie kołdrę, ale moment kiedy spada z łóżka zapamiętam do końca życia tak samo jak moment gdy spadała z tych pieprzonych schodów. 
Jej krzyk rozbrzmiewał z mojej głowie cały czas tak samo głośno jak w czasie jej upadku.
Teraz znów klęczałem przy jej nieruchomym ciele tak samo jak kilka miesięcy temu i wzywałem żałośnie pomoc mając nadzieję, że ktoś mnie usłyszy. Znów po chwili radości i przypływu ogromnej nadziei zostałem pozbawiony wszystkiego wraz z moim sercem, które było rozjebane na tysiące kawałków, których już nikt nigdy nie poskleja do kupy i nie stworzy z nich jedności.   
---------------------------------------------------
TO NAJKRÓTSZY ROZDZIAŁ JAKI KIEDYKOLWIEK NAPISAŁAM  ale cóż to dopiero początek więc nie mogłam się rozpisać.
ZA TYDZIEŃ może nie być rozdziału ponieważ Oliwia ma problemy z komputerem mam nadzieję, że jej wybaczycie ;)
A więc zaczynamy drugą część i mam nadzieję, że będziecie pisać swoje opinie dzięki czemu łatwiej jest nam napisać rozdział pełen emocji :) 
Przepraszam za ewentualne błędy.
Kocham was! 
Kamila♥    

7 komentarzy:

  1. Zaskoczyłaś mnie... Jak to Ivy nic nie pamięta?! Szkoda mi Zayn'a :'( Rozdział pełen emocji i niesamowity. Czekam na kolejny.

    OdpowiedzUsuń
  2. O boże tylko nie utrata pamięci. ..ostatnio wszyscy lubią dodać taki wątek
    Trochę to przewidywalne. Zayn jest przy niej cały czas podoba mi się to :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeju moje Zivy :( Obiecaj mi, że będą razem :( Przecież ich związek to życie :( Czekam na nexta :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Z rozdziału na rozdział coraz większy szok o.O
    Proszę nie zabijaj Ivy.
    Zayn jaki kochany <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten fanfik jest jednym z moich ulubionych :D Mało który daje tyle emocji co ten :)
    Dziękuję po raz kolejny za drugą część :)
    Niech Ivy sobie wszystko przypomni, proszę :)
    Szkoda mi Zayn'a, ale dzięki temu widać, że ją naprawdę kocha :)
    Dodaj szybko kolejny rozdział :)
    Mam nadzieję, że mimo wszystko Oliwia doda rozdział, perspektywa Natashy jest dla mnie tak samo ważna jak Ivy :)

    Pozdrawiam :* <3 /Magda

    OdpowiedzUsuń
  6. Wow... Moje zdziwienie powiększa się z każdym rozdziałem coraz bardziej. Rozdział oczywiście dobrze się czyta i trzyma cały czas w napięciu, za co duży plus. Czekam na next. xx

    OdpowiedzUsuń